sobota, 14 grudnia 2013

Rozdział 1


pik, pik, pik..

Powoli otworzyłam oczy. Dotknęłam dłonią skroni, która nieprzyjemnie pulsowała z bólu. Znajdowałam się w białym pomieszczeniu, w szpitalu..? 
-Co ja tu robię? - szepnęłam.
Moją głowę wypełniła istna pustka. Przeszukiwanie głowy, nie dawało mi nic innego, oprócz potwornego bólu głowy. Moja prawa ręka była szczelnie zabandażowana, a w całym ciele odczuwałam ból. 
Dziwnie zmęczona, z powrotem zamknęłam oczy. 

-..stan się ponoć..., może się obudz... - obudziły mnie czyjeś słowa. Otworzyłam oczy. 
Na jednym z jasnych krzeseł siedziała jakaś dziewczyna, a na drugim chłopak. Najwyraźniej nie zauważyli, że 'jestem obecna'.
-Kim jesteście.. - zapytałam chłodno, wyrywając ich z rozmowy. Zdumieni przenieśli na mnie wzrok. Na ich twarzach zaistniał uśmiech.
-Kochanie! Ty żyjesz! - rzucił się na mnie, szatyn. Zaczął mnie delikatnie przytulać, tak by mnie nie uszkodzić. 
-Zostaw mnie! - krzyknęłam (czyt. pisnęłam). Mój głos odbił się echem o ściany pokoju. Chłopak stanął jak wryty, wpatrując się we mnie niezrozumiale. Dziewczyna otworzyła szeroko usta.
-Chyba zaszło nieporozumienie, proszę stąd wyjść - powiedziałam chłodno. Wbiłam swój wzrok w ścianę, dając im do zrozumienia, że mnie nie obchodzą.
-Allie, to ja; Justin! - odparł bezradnie.
Nadal go ignorowałam, lustrując każdy cal ściany, jakby faktycznie była czymś ekscytującym. Mijały sekundy, a atmosfera w pokoju coraz bardziej gęstniała.
-No spójrz na mnie do cholery! - krzyknął pełen złości, chociaż słychać było też żal. Z mojego oka wyleciała pojedyncza łza. Spojrzałam na niego gniewnie. Justin był przestraszony, na pewno nie chciał tego zrobić, ale co mnie to obchodzi?
-Wyjdź, albo zacznę krzyczeć! - dobitne brzmienie mojego głosu, dodało tej wypowiedzi grozy i pewności.
-Przepraszam... - odrzekł i wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi z hukiem. 
Spojrzałam wymownie na brunetkę.
-Allison, straciłaś pamięć. Miałaś 'wypadek'. Proszę Cię nie każ mi wychodzić, daj mi wyjaśnić - spojrzała na mnie błagalnie. 
Spuściłam głowę, dając jej prawo do głosu.
-Jestem twoją przyjaciółką, a Justin jest twoim chłopakiem. Musisz mu wybaczyć jego zachowanie, ale biedak bardzo się o Ciebie martwił..
-Nie ważne. Co mi się stało?
-.. ktoś próbował Cię zabić..


___________________

Wiem, że troszku nieudany, bo mało tekstu i wgl. ale z każdym rozdziałem będzie sie rozkręcać! :*
czekam na opinie ! 

wtorek, 10 grudnia 2013

Prolog

04.06.2013 r.


-Wierzę, że to wygracie! 
Wszystkie zgodnie przytaknęłyśmy. Trener spojrzał wyczekująco na mnie.
-Alison, jesteś głową tej drużyny! Nie możesz nas zawieść - uśmiechnął się nerwowo.
Skinęłam głową. Z wierzchu starałam się wyglądać spokojnie, lecz w środku trzęsłam się z nerwów.
Na sali rozległ się gwizdek i sędzia ruchem ręki, zaprosił graczy na boisko. Szybko spojrzałam na trybuny, próbując odnaleźć wzrokiem Katie. 
-Chodź - tyrpnęła mnie Emily.
Mimo tego, że łzy wypełniały moje oczy, wyszłam na środek. Smutek wyżerał wielką dziurę, w moim sercu.
Rozległ się gwizdek. Podrzuciłam piłkę i mocnym, zamaszystym ruchem walnęłam w piłkę. Leciała jak zwariowana, w stronę drugiej drużyny. W stronę 'Fire Whales'ów'.
Wysoka brunetka, przyjęła piłkę i zaczęło się.
Po pierwszej połowię mieliśmy wygrywaliśmy 5 punktami.
-Pięknie dziewczyny! Będziecie grać tak dalej to wygraną mamy w kieszeni - uśmiechnął się szeroko trener.
*
Weszłyśmy z powrotem na pole gry.
Po 15 minutach, czułam krople potu na czole i plecach. Byłam wycieńczona.
Wtedy rozległ się jakiś, dziwny, głośny dźwięk...


***
WIEM, ŻE OKROPNY!
nienawidzę pisać prologów. nigdy.mi.nie.wychodzą.
sory.
ale rozdzziały będą lepsze! I PROMISE ;*
czekam na wasze opinie ;)