pik, pik, pik..
Powoli otworzyłam oczy. Dotknęłam dłonią skroni, która nieprzyjemnie pulsowała z bólu. Znajdowałam się w białym pomieszczeniu, w szpitalu..?
-Co ja tu robię? - szepnęłam.
Moją głowę wypełniła istna pustka. Przeszukiwanie głowy, nie dawało mi nic innego, oprócz potwornego bólu głowy. Moja prawa ręka była szczelnie zabandażowana, a w całym ciele odczuwałam ból.
Dziwnie zmęczona, z powrotem zamknęłam oczy.
-..stan się ponoć..., może się obudz... - obudziły mnie czyjeś słowa. Otworzyłam oczy.
Na jednym z jasnych krzeseł siedziała jakaś dziewczyna, a na drugim chłopak. Najwyraźniej nie zauważyli, że 'jestem obecna'.
-Kim jesteście.. - zapytałam chłodno, wyrywając ich z rozmowy. Zdumieni przenieśli na mnie wzrok. Na ich twarzach zaistniał uśmiech.
-Kochanie! Ty żyjesz! - rzucił się na mnie, szatyn. Zaczął mnie delikatnie przytulać, tak by mnie nie uszkodzić.
-Zostaw mnie! - krzyknęłam (czyt. pisnęłam). Mój głos odbił się echem o ściany pokoju. Chłopak stanął jak wryty, wpatrując się we mnie niezrozumiale. Dziewczyna otworzyła szeroko usta.
-Chyba zaszło nieporozumienie, proszę stąd wyjść - powiedziałam chłodno. Wbiłam swój wzrok w ścianę, dając im do zrozumienia, że mnie nie obchodzą.
-Allie, to ja; Justin! - odparł bezradnie.
Nadal go ignorowałam, lustrując każdy cal ściany, jakby faktycznie była czymś ekscytującym. Mijały sekundy, a atmosfera w pokoju coraz bardziej gęstniała.
-No spójrz na mnie do cholery! - krzyknął pełen złości, chociaż słychać było też żal. Z mojego oka wyleciała pojedyncza łza. Spojrzałam na niego gniewnie. Justin był przestraszony, na pewno nie chciał tego zrobić, ale co mnie to obchodzi?
-Wyjdź, albo zacznę krzyczeć! - dobitne brzmienie mojego głosu, dodało tej wypowiedzi grozy i pewności.
-Przepraszam... - odrzekł i wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi z hukiem.
Spojrzałam wymownie na brunetkę.
-Allison, straciłaś pamięć. Miałaś 'wypadek'. Proszę Cię nie każ mi wychodzić, daj mi wyjaśnić - spojrzała na mnie błagalnie.
Spuściłam głowę, dając jej prawo do głosu.
-Jestem twoją przyjaciółką, a Justin jest twoim chłopakiem. Musisz mu wybaczyć jego zachowanie, ale biedak bardzo się o Ciebie martwił..
-Nie ważne. Co mi się stało?
-.. ktoś próbował Cię zabić..
___________________
Wiem, że troszku nieudany, bo mało tekstu i wgl. ale z każdym rozdziałem będzie sie rozkręcać! :*
czekam na opinie !